o kontaktfitnessielekturysłowniczekprzewodnik po rekolekcjachświadectwa o rekolekcjachpodstawowe informacje o rekolekcjachkontaktFitness Duchowy - Jak gimnastykować duszę?Poleć znajomymnDodaj do ulubionych
Znani i lubiani o spotkaniu z Bogiem:
››

Podstawowe informacje o rekolekcjach


Poradnik dla poszukująych i wątpiących

Paweł Szpyrka SJ


Jak jechać, żeby dojechać na najlepsze dla siebie rekolekcje? Żeby pozbierać do kupy swoje życie, poczuć jego sens i radość. Oto kilka prostych rad.

 

Kiedy jechać na rekolekcje?
Symptomy mogą być co najmniej trzy. Po pierwsze, gdy czasami stając przed lustrem mamy wrażenie, że człowiek, na którego spoglądamy nie jest już tym miłym gościem sprzed lat i zaczynamy czuć do niego pogardę. Po drugie, gdy spoglądając na swoje dzieci, żonę (lub męża), przyjaciół, którzy stale czegoś od nas chcą, czujemy zmęczenie i zaczynamy marzyć o innym, lepszym życiu. Po trzecie, gdy spoglądamy w lustro i widzimy zadowolonego z siebie gościa, któremu wszystko się udaje, ma kochającą rodzinę, świetną i rozwijającą pracę, wygodne mieszkanie w centrum i domek letni w Jastrzębiej Górze, samochód i konto w szwajcarskim banku lub przynajmniej jedną z tych rzeczy. W tych trzech przypadkach wyjazd na rekolekcje zdaje się koniecznością. Oczywiście powszechne jest, u każdej z prezentowanych wyżej grup, przekonanie, że jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas, a w przyszłym roku zima będzie lżejsza, a trawa bardziej zielona. Odkładanie terminów przyjazdu jest prawdziwą zmorą ośrodków rekolekcyjnych. Radzą sobie, jak mogą. Że takie działanie może być związane z diabłem i tak nowoczesna część społeczeństwa mi nie uwierzy, więc spuszczam to na karb bardziej namacalnego pospolitego lenistwa podszytego lękiem.

Jak wybrać coś odpowiedniego dla siebie?
Badając znaki czasu i wolny rynek, różne wspólnoty zakonne i świeckie oraz instytucje kościelne proponują obecnie szeroką gamę rekolekcji i skupień. Wybór nie jest łatwy. Obserwujemy nadmiar dziwnych, branżowych rekolekcji: dla księży, dla sióstr, dla młodzieży, dla starszych, dla rozwiedzionych, dla nowożeńców, dla radiosłuchaczy, dla literatów, dla biznesmenów, dla biznesmenek, dla artystów, dla żeglarzy, dla grotołazów, dla więźniów, dla prawników, dla Rodziny Radia Maryja, itd., itp. Każdy może na taką branżówkę sobie pojechać i spotkać kolegów z pracy. Naturalnie, można i należy eksperymentować. Najlepiej jednak, jak się wydaje, pojechać na rekolekcje dla ludzi. Tak to już jakoś jest, że każdy z nas ma inne doświadczenia i zmaga się z innymi problemami. Trudno rozwiązać je branżowo. Nie poradzimy sobie z nimi, jeśli najpierw nie nauczymy się tego, na czym polega bycie człowiekiem.

Na co zwracać uwagę przy wyborze?
Po pierwsze, należy zdecydować, ile czasu możemy przeznaczyć. Dziś, gdy czas to pieniądz, to pytanie fundamentalne. Gdy istnieje realne zagrożenie, że nasza dłuższa nieobecność w pracy może spowodować wysadzenie nas z siodła, musi wystarczyć weekend. Warto jednak przeznaczyć, przynajmniej raz na cztery lata, tydzień na głębszą duchową odnowę. Czy nie wystarczyłby jeden dzień? Nie. Duże znaczenie ma nocleg poprzedzający skupienie, najlepiej już w wybranym miejscu. Wieczór przeznaczamy na wygaszanie motoru codzienności. W domach rekolekcyjnych jest to zwykle czas, kiedy zostajemy dokładnie poinstruowani o wszystkim, co nas czeka. Równie ważne jest miejsce. Najlepiej niezbyt blisko domu i miejsca pracy. Potrzebujemy dystansu. Trzecia ważna okoliczność to wspólnota organizująca rekolekcje. Dobrze jest się wcześniej zorientować, co to za ludzie, żeby nie wylądować na jakiejś religijnie obcej planecie. Na szczęście tradycyjne wspólnoty, mimo galopującej nowoczesności, nie porzuciły błogosławionej praktyki udzielania duchowych ćwiczeń. Najlepiej wybrać miejsca sprawdzone i z tradycjami (tylko takie polecamy w dalszej części „Fitnessu”). Chrześcijaństwo w swojej niezwykle bogatej historii wykształciło i wypróbowało wiele alternatywnych dróg zmierzających do pogłębienia religijnego doświadczenia wierzących. Jest w czym wybierać.

Razem czy osobno?
Samotność generalnie odczuwamy jako przykrą konieczność lub następstwo nieprzemyślanych życiowych wyborów. Pary będące na etapie „wyjadania sobie z dzióbków” nie mogą wyobrazić sobie życia bez siebie. Wobec planowanego wyjazdu na rekolekcje pozostaje do rozwiązania problem życiowego partnera. Z reguły staramy się przekonać rekolektantów, że nawet tydzień rozłąki nie nadszarpnie w istotny sposób trwałości z trudem budowanej relacji, przeciwnie, z oddali jeszcze jaśniej zabłysną zalety partnera. Choć, nie ma co ukrywać, mogą ukazać się i mniej przyjemne plusy ujemne. Gdyby jednak nadszarpnął, niechybny to znak, że poruszaliśmy się dotąd w świecie wirtualnym i poszukiwania trzeba zacząć odnowa. Można śmiało stwierdzić, że pozostawanie w samotności pomoże nam spojrzeć na siebie i innych w zupełnie nowy sposób. Podczas modlitwy iluzje znikają. Oczywiście wśród bogatej oferty rekolekcyjnej znajdziemy również takie, w których bycie we dwoje jest niezbędnym warunkiem. Obecnie formą proponowaną przez wiele wspólnot są rekolekcje w milczeniu. Podejrzliwe umysły mogłyby dopatrzyć się tutaj mechanizmu „wyciszenia owiec”, by donośniej brzmiał głos religijnego guru. Coś na rzeczy jest.

Po co nam to milczenie owiec?
Podczas tych rekolekcji osoby prowadzące spełniają raczej rolę duchowych towarzyszy, którzy przeszli tę drogę, a teraz pomagają przejść nią innym. Są jednak na tyle roztropni, że pozostawiają dość swobody, aby każdy sam mógł przekonać się, którędy wiedzie kręta górska ścieżka. Milczenie ułatwia stawianie kroków. Dla wielu doświadczenie milczenia początkowo jest trudne. Wydaje się bezowocne czy wręcz niemożliwe. Podjęte jednak odważnie i wytrwale prowadzi w nieznany świat duszy, gdzie człowiek może spotkać siebie, swych najbliższych i… Boga. Temu, kto zakosztował prawdziwej ciszy, ciężko wracać do rozwrzeszczanego świata.

Mam oddać ukochaną komórkę?
Telefon komórkowy, który rozbrzmiewa popularnym przebojem podczas kazania, może być jego ciekawym uzupełnieniem, impulsem, który wyrywa znudzonych słuchaczy ze snu. Podczas spowiedzi może odwrócić uwagę spowiednika, podczas chrztu uciszyć kwilenie noworodka, a podczas ślubu zdradzić zniecierpliwionym gościom rodzaj muzyki, przy której będą się mogli za chwilę bawić na koszt szczęśliwej młodej pary. Ale uwaga: rekolekcyjna cisza wymaga również rozstania z telefonem, wypróbowanym towarzyszem samotności współczesnych robinsonów. Najlepiej go wyłączyć albo nawet zdeponować u duchowego kierownika.

Medytacja? Jak to się robi?
Samotność imilczenie stanowią zaledwie scenę dla naszej duchowej aktywności. Najważniejsza jest odpowiednia metoda. Odpowiednia, tzn. skuteczna. Szanownego Czytelnika ogarnie zapewne zdumienie, gdy zostanie mu przedstawione bogate instrumentarium ascetycznych środków służących duchowej kosmetyce. Każda wspólnota otwierająca zapraszająco bramę stosuje nieco odmienne, choć sprawdzone metody. Dobra metoda medytacji łączy w sobie prosty i logiczny schemat z otwartością na indywidualną wrażliwość konkretnej osoby podejmującej modlitwę. Chodzi przecież o spotkanie z Bogiem – osobą, a każdy z nas lubi spotykać się nieco inaczej. Jedni podczas spotkania lubią prowadzić uczone dysputy. Inni preferują długie przyjacielskie rozmowy. Niektórzy chcą wspominać wspaniałe wydarzenia z przeszłości, a inni wolą rozdrapywać stare rany. Jeszcze innym wystarczy samo przebywanie w milczeniu sam na sam. Dobra metoda potrafi zawrzeć wszystkie te elementy w wielobarwnym osobistym doświadczeniu. Potrzeba odwagi i wytrwałości. Jak to się robi? Musisz spróbować, by się przekonać. Nie da się o tym sensownie opowiedzieć. Trzeba tego doświadczyć. Dlatego osoby towarzyszące same musiały najpierw przejść tę drogę i dzięki te mu mogą opowiedzieć również o własnej wędrówce, własnych trudnościach i początkowych niepowodzeniach. Chrześcijańska medytacja zwykle karmi się Słowem Bożym zawartym w Piśmie Świętym, odnosząc je do historii życia konkretnego człowieka. W medytacji prawda Bożego Słowa spotyka się z prawdą naszego życia. Tutaj tkwi tajemnica sukcesu.

Wynudzę się jak mops…
Rzeczywiście czas rekolekcji biegnie odmiennie: rytmicznie i dość jednostajnie. Przynajmniej jeśli chodzi o zewnętrzne działania. Sen, toaleta, modlitwa, posiłek, konferencja ascetyczna, spacer, modlitwa, rozmowa z kierownikiem duchowym, lektura… Wszystko ustalone i przewidywalne. Niemniej jednak ta monotonia sprawia, że nagle otwiera się przed rekolektantem nieodkryty dotąd wewnętrzny świat pragnień, myśli i uczuć, bogaty i różnorodny. Zewnętrzna bierność wspomaga wewnętrzną aktywność. Nudzić się? Nie ma mowy o nudzie. Pozbywanie się współczesnych zagłuszaczy egzystencjalnego lęku w bezpiecznej ciszy zawsze przynosi ukojenie i spokój. Przekonamy się, jak bardzo inni, nieciekawi ludzie próbują zająć nasz czas, sprowadzając nas do roli prostackich ko0nsumentów. To jest dopiero nuda. Jak rozmawiać z kierownikiem duchowym? Jak się zachować? Najtrudniejszy jest pierwszy raz. Nie wiadomo, na kogo się trafi. Może okazać się, że to ksiądz w nienagannie skrojonym garniturze lub siostra zakonna w budzącym respekt nakryciu głowy, świecki mężczyzna w szarym sweterku albo pani w kapeluszu. Lekkie zdenerwowanie jest w tej sytuacji naturalne. Zawiedzie się, kto oczekiwał freudowskiej leżanki. Zwykle siada się w fotelach, swobodnie i wygodnie. Spojrzenie, uśmiech, podanie ręki… Rozpoczyna się od opowiedzenia kilku słów o sobie, o dotychczasowej drodze. Nim się zorientujemy okazuje się, że staliśmy się jak Tom i Jerry, jak Telma i Luiz, jak Flip i Flap, jak Marek i Wacek. Wytrawny kierownik duchowy samym potakującym ruchem głowy i spojrzeniem potrafi zakomunikować: OK, jesteś na dobrej drodze. A kiedy się zaplączemy – celnym pytaniem pomoże się wyplątać.

Uwolnić się od (swojego) planowania
Zwykle na rekolekcje udajemy się z listą problemów do rozwiązania. Często również z listą ewentualnych rozwiązań. Tymczasem nasz kierownik może zaproponować, abyśmy je wszystkie schowali do szafy na czas rekolekcji. Podpowie, abyśmy starali się zachowywać milczenie i podejmowali kolejne ćwiczenia duchowe zgodnie z programem. Poradzi, abyśmy uważnie rejestrowali, czego doświadczamy. Okaże się, że to, co wydaje się najbardziej nas ograniczać, po lekkiej modyfikacji stanie się motorem naszego działania. Wyzwalamy się z ograniczeń, które sami na siebie nieopacznie nałożyliśmy.

Czy stanę się lepszy?
Takie niebezpieczeństwo naprawdę istnieje.

 



Opracowanie – PREKURSOR