o kontaktfitnessielekturysłowniczekprzewodnik po rekolekcjachświadectwa o rekolekcjachpodstawowe informacje o rekolekcjachkontaktFitness Duchowy - Jak gimnastykować duszę?Poleć znajomymnDodaj do ulubionych
Znani i lubiani o spotkaniu z Bogiem:
››

Świadectwa o rekolekcjach


WY MACIE GŁOS


Wybrane świadectwa osób, które już przeszły rekolekcje rekomendowane przez nas w „Fitnessie Duchowym”.
 
Czytelników, którzy skorzystają z oferty domów rekolekcyjnych na rok 2006/2007, zapraszamy do dzielenia się z nami swoimi wrażeniami. Świadectwa prosimy przysyłać na adres: relacje@studiopromocji.com
 
 
1. Centrum Formacji Duchowej
Salwatorianie – Kraków
 
„Ona cieszy się, że jesteś blisko Mnie”
Z rekolekcji wyjeżdżam już nie sam, ale z Towarzyszką mojej kapłańskiej przygody. Maryja znalazła miejsce w moim kapłańskim życiu. Do tej pory miałem dylemat, do kogo mam się modlić: do Pana Jezusa czy do Maryi?
Bliższy kontakt miałem od zawsze z Panem Jezusem, a Maryja... Byłem przekonany, że co mam powiedzieć Panu Jezusowi, to powiem bezpośrednio. Nie widziałem tu roli Maryi. Z tym dylematem poszedłem na jedną z medytacji i postanowiłem opowiedzieć Panu o moim problemie. Skarżyłem się na modlitwie, że jest mi „przykro, Panie, że Twoją Matkę darzę taką niewielką miłością, że często o Niej zapominam. Panie, zaprowadź mnie sam do Twej Matki. Daj mi odczuwać Jej obecność, tak jak odczuwam Twoją”.
W czasie modlitwy patrzyłem na stacje drogi krzyżowej, a zwłaszcza na postać Maryi. Powoli zaczynałem rozumieć, że rolą Maryi jest przede wszystkim być. Miłująco być. Że Ona wcale nie chce mi przeszkadzać w kontakcie z Jezusem. Usłyszałem wtedy także bardzo wyraźne słowa Jezusa (tak jak podczas mojego powołania), słowa skierowane prosto w moje serce: „Ona cieszy się, że jesteś blisko Mnie! ”. I od tej pory zacząłem już zapraszać Maryję na każdą moją modlitwę. Czuję Jej pokorną obecność, Jej modlitwę ze mną i za mnie. Pani moja, Najpiękniejsza, cieszy się, że jestem z Jej Synem, a naszym Panem.
 
ks. Bogusław
 
 
2. Poznanie i akceptacja siebie
Ignacjańskie Centrum Formacji Duchowej w Gdyni
 
„Nowy wzrok”
Świadomie odwlekałem napisanie świadectwa o tym, jakie zmiany zachodzą w moim życiu, po tym jak postanowiłem rozpoznawać, przyjmować i wierzyć Słowu Boga, które On kieruje do mnie nieustannie. Odwlekałem, bo nie mogłem uwierzyć, że zmiany mogą być trwałe, a mówienie, że Bóg jest wierny raz danemu słowu, jest po prostu prawdą.
Długo nie zdawałem sobie sprawy z tego, że moje życie budowane było na bezkrytycznym odwzorowywaniu zachowań rodziców i doświadczeń ludzi uznanych przeze mnie za ważnych. Obserwując ich życie, swoje wypełniłem brakiem akceptacji i rozumienia tego, że inni mają prawo do odmiennej oceny rzeczy, zdarzeń i ludzi. Takie postępowanie nieuchronnie zmierzało do katastrofy: rozwód i całkowita niemoc w nawiązaniu jakiegokolwiek kontaktu z (dorosłym już) dzieckiem stała się faktem. Byłem bankrutem.
Poszukiwanie pomocy u mądrych tego świata nie dawało oczekiwanych rezultatów.
Istniejącą sytuacją byłem tak zmęczony, że pozostało mi tylko jedno – zawyć do Boga o pomoc. Oczywiście, nie szczędziłem Mu gorzkich wymówek. Ale Pan Bóg wiedział, co robi. Zmęczył mnie tak, bym nie miał siły dalej wierzgać, bym pomału przyjmował to, co mi oferował.
Dostrzegalne zmiany pojawiły się, gdy odkryłem, że Słowo, którym Bóg nasycał mnie, przychodziło również poprzez tygodnie Rekolekcji Ignacjańskich. Pan nie pozostawił żadnych wątpliwości – zawsze byłem i jestem Jego ukochanym dzieckiem. Wypełnił także moje serce przekonaniem, że Jemu na mnie bardzo zależy. Tak, właśnie tak: Bogu – na mnie!!!
To był bodziec, aby zdecydować się na rezygnację z podtrzymywania w sobie wrogości do ludzi. Podjęcie i przeprowadzenie procesu przebaczenia sobie, ludziom i Bogu zajęło mi cztery miesiące i było bardzo bolesne. W tym czasie przebrnąłem przez całe swoje życie (oczywiście, na ile pamięć pozwoliła) niemal fakt po fakcie, oddając to wszystko Jezusowi z błaganiem o uleczenie. Ta modlitwa okazała się zbawienna. Odtąd wiem, że zdrowieję. Ale były też fakty, które mimo prośby uzdrawiane nie były. Nie wiedziałem, co jest. Aż po wielu prośbach zobaczyłem, że dotyczyło to miejsc, w których nie doszedłem do „dna”, tzn. miejsc, w których żyła jeszcze moja własna koncepcja na uzdrowienie, gdzie zagradzałem Jezusowi drogę do mnie. I w tym był problem.
Posłuszeństwo Bogu – On sam pokazał mi, że jest ono możliwe do przyjęcia nawet przez takiego egocentryka jak ja. Uczył mnie tego poprzez osoby kolejnych kierowników duchowych, jakich dostawałem. Prowadzony poprzez nich, ale nigdy nie przynaglany, zawsze doświadczałem wspaniałych rekolekcyjnych owoców, gdy tylko byłem Bogu posłuszny.
Żywa pamięć tych faktów jest dla mnie teraz jasnym światłem danym mi na moją historię i drogę życia, która jest przede mną. To światło sprawia, że jakość relacji z druga osobą jest znacznie ważniejsza niż jakakolwiek czynność do wykonania.
Ale to jeszcze nie wszystko. Ten nowy wzrok, który dostałem, nie gaśnie. Bóg dał mi inne spojrzenie na otaczających mnie ludzi. Pozwala mi widzieć ich jako często zagubionych we własnej wyobraźni i własnym świecie. Ta świadomość nie pozwala mi nimi pogardzać, co było codziennością. Dostrzeżenie darów, jakie ON we mnie umieścił, zmienia mnie w człowieka, który niespodziewanie dla samego siebie zaczyna kochać.
Podczas sesji najwspanialszymi darami dla mnie byli ludzie w grupie. Od nich czerpałem, ile „wlazło”, ale starałem się także dać siebie, tak jak potrafiłem, aby stać się także darem dla nich.
I to poczucie, że wypełniania się we mnie treść przykazania: „Będziesz miłował... ”, staje się we mnie faktem, prawdą i treścią mojego życia. I to nie ustaje. I ufam, że nie ustanie. Oczywiście, że dzień po dniu przychodzą nowe sytuacje, nierzadko trudne. Wiem, że upadam, ale mogę bardzo szybko wstać, i wiem, że Jezus jest moim Panem.
 
Andrzej z Warszawy
 
 
3. Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy w Duchu Świętym (REO)
 
„Mój powrót do modlitwy osobistej”
Mam na imię Iwona. Mam 27 lat. Jestem mężatką, mamą 1,5-rocznego synka, spodziewamy się z mężem drugiego dziecka. Jestem osobą, która uczestniczyła kilka razy w rekolekcjach podobnych treścią do REO. Byłam blisko Boga w relacji osobowej, modliłam się modlitwą osobistą w ciszy. Dwa lata temu przestałam się modlić. Zaniedbałam relację osobową z Bogiem, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Był to dla mnie szok. Nie planowaliśmy jeszcze wtedy dziecka. Wydawało mi się, że to za wcześnie, najważniejszy był jeszcze mąż i praca. Nie było w moim życiu miejsca dla dziecka. Mój stan emocjonalny i psychiczny zachwiał się. Poszłam na psychoterapię do psychologa chrześcijańskiego. Pomogło. Mały Kubuś stał się radością, otworzyłam się na ludzi, przyjaciół, wyzbyłam się perfekcjonizmu, który jak się okazało był w dużej mierze przyczyną moich kłopotów. Jednak mimo to, że moja pamięć i wyobraźnia zostały wyleczone, to nie potrafiłam powrócić do modlitwy osobistej. Wtedy wiedziałam, że muszę zrobić kolejny krok – Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy. Nie było to łatwa decyzja, bo wiedziałam, że muszę opuścić męża i synka na siedem dni. Ale ostatecznie pomimo wielu wątpliwości zdecydowałam się przyjechać. I Jezus uczynił cud. W ciszy serca doświadczyłam miłości Jezusa, który na krzyżu umarł za mnie i zmartwychwstał, abym ja miała nowe życie. Uwierzyłam, że jestem kochana przez Boga z moimi grzechami i słabościami. Jezus uzdrowił moją ranę w sercu powstałą w momencie poczęcia mojego pierwszego dziecka. Dał mi dar łez i płacz, ponieważ od dwóch lat nie potrafiłam płakać.
Na REO zapragnęłam powrócić do modlitwy osobistej, do wiernej, codziennej modlitwy. Bardziej niż kiedykolwiek rozumiem, jak jest ona ważna. Już „nie znajduję czasu na modlitwę”. Teraz ją planuję i nie ma dnia bez modlitwy w ciszy.
„Nic ode mnie, lecz wszystko darem Boga”
Chwała Panu.
 
Iwona
 
 
4. Kana. Sesja dla małżeństw. Wspólnota Chemin Neuf
 
„Pamiętając o wzajemnym ślubowaniu”
Nie wiemy, czy w naszym małżeństwie było aż tak źle, byśmy myśleli o rozwodzie. Na pewno jednak zwykłe okoliczności codziennego życia: bieganie, stresy, brak czasu na rozmowę, lansowanie takich, a nie innych postaw życiowych w prasie, radiu i telewizji – wszystko to skutecznie wpływało na trudności w akceptacji, brak zrozumienia we wzajemnych oczekiwaniach, rosnącą obojętność (także zgorzknienie, nieprzebaczanie itp. itd.). Zaczęło się pojawiać wiele tematów z gatunku „nie chcesz zginąć – nie ruszaj”. Z dnia na dzień (mimo zewnętrznych pozorów) coraz więcej było chwil zaangażowania w wiele spraw (nawet z zakresu opieki nad naszymi dziećmi), które dawały nam „komfort”... braku czasu na poważną rozmowę i zastanowienie się nad wieloma sprawami.
Pamiętając o naszym wzajemnym ślubowaniu, nie chcieliśmy jednak dopuszczać rozwiązań proponowanych nam przez tzw. współczesny świat (może jesteśmy za bardzo zacofani?). Nie byliśmy w stanie zrozumieć, jaki sens dla życia małżeńskiego i rodzinnego ma tzw. daleko idąca wolność, która dotyczy między innymi swobodnego kształtowania własnej kariery zawodowej, sposobów spędzania czasu, wydawania pieniędzy, a nawet, o dziwo, zasad wyboru tzw. przelotnych partnerów życiowych (przede wszystkim seksualnych). My to rozwiązanie z góry odrzuciliśmy.
Jednak mając problem, a nie widząc możliwości zadowalającego nas wyjścia z kryzysu, musieliśmy uczynić krok na nieznanym gruncie i pojechaliśmy na sesję KANA.
Naraz dotknęła nas cisza i spokój; naraz znaleźliśmy się razem, w wymiarze czasu (nareszcie bez pośpiechu) i przestrzeni, które były nasycone bożym zatroskaniem o nasze dobro. Nareszcie mogliśmy doświadczyć wzajemnego poznawania swoich uczuć, oczekiwań, odkrywania samych siebie. Może to dziwne, kiedy żyje się z kimś 11 lat pod jednym dachem. Pocieszające jest to, że podobne wrażenia mieli też małżonkowie z o wiele większym stażem małżeńskim. Nie wchodząc w szczegóły, musimy przyznać, że jedno okazało się najważniejsze: to, że nasze małżeństwo nie jest przypadkiem, że nasze dobro jest Czyimś szczególnym celem, że dla realizacji tego celu możemy zawsze liczyć na Czyjąś pomoc i że nasz ślub nie był kresem i spełnieniem naszych oczekiwań, lecz rozpoczął nowy etap naszego życia, w którym najlepsze ciągle jest przed nami. Ale aby tego doświadczyć, konieczny jest stały wysiłek, który codziennie wnosi wiele ciepła i nowych wspaniałych wrażeń w każdą dziedzinę związku (włączając w to chwile bardzo intymne).
 
Beata i Adam
 
 
5. Kana. Sesja dla narzeczonych Wspólnota Chemin Neuf
 
„Praca, która staje się szczęściem”
Gdy usłyszeliśmy o inicjatywie Kana dla narzeczonych, bardzo się ucieszyliśmy, bo wiedzieliśmy, że czas tygodniowych rekolekcji poświęconych przygotowaniu się do udzielenia sobie sakramentu małżeństwa może być dla nas ważnym i procentującym na przyszłość doświadczeniem. I nie zawiedliśmy się: rekolekcje były dla nas wspaniałym czasem doświadczania dobroci Pana Boga (który dał nam siebie nawzajem!), czasem poznawania siebie w klimacie modlitwy i szczerego dzielenia się, czasem dialogu, dzięki któremu mogliśmy jeszcze bardziej zbliżyć się do siebie.
Sprzyjała temu przede wszystkim formuła zajęć warsztatowych (np. w formie pisania do siebie listów na określone tematy – wiadomo, że słowo pisane wymaga bardziej przemyślanego wyrazu…) oraz modlitwa indywidualna i w parze. Również ciekawym doświadczeniem były rozmowy z innymi narzeczonymi, dzielenie się radościami, ale także trudnościami i dylematami. Ceniliśmy sobie również sposób prowadzenia rekolekcji przez parę małżonków, którzy w pewnym sensie byli żywym przykładem tego, co nauczali i o czym mówili.
Szczególnym owocem tych rekolekcji było zawiązanie czegoś w rodzaju niepisanego „przymierza modlitwy”, czyli wspólnego postanowienia, aby każdego dnia razem stawać przed Panem Bogiem w prośbie, dziękczynieniu i uwielbieniu. Widzimy z naszej – choć jeszcze krótkiej (półtorarocznej), ale dobrze ugruntowanej – perspektywy, jak ważne jest dla całokształtu naszego życia to właśnie zakorzenienie we wspólnej modlitwie. To w pewien sposób nadaje klimat naszemu związkowi i pozwala nieustannie pośród prozy życia odnawiać przymierze miłości. A jest ona jak ziemia uprawna, o którą nieustannie trzeba zabiegać… Kana dla narzeczonych była w tym wypadku dla nas niezłą zaprawą, „zakasaniem rękawów” do pracy, która staje się szczęściem.
 
Ula i Wojtek
 
 
6. Siloe Wspólnota Chemin Neuf
 
„Rozpoznać zranienia”
Cykl Siloe przeżywałam kilka lat temu we Francji, podczas mojego pobytu we Wspólnocie Chemin Neuf. Po roku życia we Wspólnocie zauważyłam, że niektóre relacje czy pewne sytuacje wywoływały we mnie tak silne uczucia smutku, przygnębienia lub strachu, że nie potrafiłam nad nimi zapanować ani też zrozumieć, co się ze mną dzieje. Postanowiłam przedłużyć swój pobyt w Chemin Neuf o rok, odbywając w opactwie Hautecombe we Francji formację biblijną.
Podczas formacji zaczęłam stopniowo odkrywać, że to, z czym sobie nie radzę, może mieć swoje korzenie w moim dzieciństwie i młodości. Mój ojciec był alkoholikiem. W rodzinie zdarzała się przemoc, odczuwałam strach przed agresją, doświadczałam kłamstw i upokorzeń. Gdy podzieliłam się swoim odkryciem z braćmi ze Wspólnoty, zaproponowali mi odbycie rekolekcji uzdrowienia wewnętrznego, tzw. „anamnezy”. W ciągu tych czterodniowych rekolekcji przeżywanych w milczeniu i modlitwie, podczas których dwa razy dziennie spotykałam się z osobą towarzyszącą mi duchowo, coś zaczęło we mnie pękać i topnieć. Jednak rekolekcje się skończyły, a mnie nadal nie było łatwo.
Modląc się z braćmi ze Wspólnoty, odkryłam, że do pełniejszego otwarcia się na uzdrowienie potrzebuję więcej czasu. Zdecydowałam się więc odprawić cykl Siloe, składający się z trzech czterodniowych spotkań odbywanych w ciągu roku. Podczas pierwszego spotkania doświadczyłam miłości bożej i „zapatrzyłam się” w Jezusa. Drugie spotkanie pozwoliło mi razem z Nim wejść w moją trudną historię, którą starałam się na nowo odczytać w Jego świetle. Dzięki trzeciemu spotkaniu zaakceptowałam swoją historię życia jako „historię świętą”. Dostrzegłam w miejscach moich zranień szczególne miejsca łaski i pokochałam siebie taką, jaką jestem.
Cykl Siloe pomógł mi rozpoznać niektóre moje zranienia i zobaczyć ich konsekwencje w moim życiu. Zobaczyłam, że doświadczenie przemocy wzbudziło we mnie strach i nieufność, a brak miłości i czułości spowodował, że nigdy nie czułam się „na swoim miejscu” i utraciłam pewność siebie. Upokorzenia sprawiły, że stworzyłam wokół siebie dystans, który oddzielał mnie od innych. Uważałam, że szczęście jest nie dla mnie. Dzięki Siloe nauczyłam się żyć z moimi zranieniami, a moja słabość stała się moją mocą. Nie mogę, co prawda, zmienić mojej przeszłości, ale akceptując ją, mogę być szczęśliwa tu i teraz.
 
Małgorzata
 
 
7. „Jerycho” Wspólnota Chemin Neuf
 
„On tak się uniżył, bym ja mogła zyskać przebaczenie”
Przez dwa lata pozostawałam w związku, który powoli zmieniał mnie w inną osobę. Krok po kroku traciłam wiarę w boże działanie w moim życiu. Straciłam też kontakt z moimi przyjaciółmi. Stawałam się tak naprawdę coraz bardziej samotna. Jedynym gruntem, na którym czułam się dobrze, była praca. Angażowałam się w nią coraz bardziej.
 Rozstałam się ze swoim narzeczonym, ale tak naprawdę sama nie uświadamiałam sobie do końca sposobu, w jaki żyłam… aż do momentu rekolekcji „Jerycho”. Każdego dnia dzięki katechezom, medytacjom i modlitwie przed Najświętszym Sakramentem odkrywałam prawdę o swoim życiu. Byłaby ona smutna dla mnie, gdyby nie odkrycie bożej miłości. Zrozumiałam, że problemy podobne do moich mieli ludzie współcześni Chrystusowi, a On był ich lekarzem. Po raz pierwszy w życiu cierpienie na krzyżu nie było dla mnie okrucieństwem, a dowodem na przyjęcie moich błędów i grzechów przez Boga. On tak się uniżył, bym ja mogła zyskać przebaczenie.
 Jednak oprócz przyjmowania przeze mnie tak trudnych prawd było też wiele powodów do radości. Do dziś na wspomnienie sylwestrowych tańców w anielskich skrzydłach na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Poza tym spotkałam wielu wartościowych ludzi, z którymi mogłam porozmawiać o tym, co mnie interesuje. Wyjechałam z Wesołej z sercem pełnym radości, bo poznałam, że Bóg jest Bogiem spełniającym pragnienia mego serca. On chce, bym ja w swoim życiu była autentyczna.
 
Anna Maria
 
 
8. Jak rozpoznać boże powołanie w moim życiu? Weekend modlitewno-formacyjny dla młodzieży w wieku 18–30 lat. Wspólnota Chemin Neuf
 
„Mogłam swoją wiarę wyśpiewać i wytańczyć”
Na weekend młodych do Wspólnoty Chemin Neuf trafiłam, szukając trochę swojego miejsca w Kościele. Po właśnie przeżytych Światowych Dniach Młodzieży w Rzymie, gdzie mogłam swoją wiarę dosłownie wyśpiewać i wytańczyć, trudno było mi się odnaleźć w niezbyt dynamicznej rzeczywistości życia parafialnego.
Tym, co mnie najbardziej dotknęło w tym i w następnych weekendach, była prosta radość z tego, że Chrystus naprawdę przyniósł mi wolność. W czasie weekendów nie tylko nauczania mówiły o Bogu, ale także świadectwa – zarówno usłyszane historie spotkania z Panem, ale także, a może przede wszystkim, świadectwa tych, którzy są w posłudze weekendu. Ludzie, którzy zupełnie bezinteresownie, tylko ze względu na Chrystusa, decydowali się na spędzenie weekendu, gotując obiad dla stu osób, a w dodatku byli z tego powodu szczęśliwi, naprawdę robili na mnie wrażenie.
Poprzez weekendy poznałam wspólnotę Chemin Neuf. Nie wiedziałam wcześniej, że w ogóle istnieją takie wspólnoty, w których obok siebie żyją kapłani, siostry konsekrowane, małżeństwa i rodziny. Był to dla mnie znak nadziei, że także będąc osobą aktywnie zawodowo, będąc mężatką i matką, można być radykalnym w pójściu za Chrystusem.
 
Asia
 
 
9. Kurs „Jan” Szkoła Nowej Ewangelizacji Diecezji Toruńskiej
 
„Stać się Jego apostołem”
Ten kurs pozwolił mi spotkać się z Jezusem w bardzo bliski, wręcz intymny sposób. Pokazał mi, że moje życie chrześcijańskie jest życiem ucznia Chrystusa, który nieustannie wpatruje się w swego Mistrza i od Niego wszystkiego się uczy. Zrozumiałem, że gdy próbuję naśladować Go w swoim życiu, mogę głosić Dobrą Nowinę o Jezusie, a więc stać się Jego apostołem.
 
Tomek
 
 
10. Księża Salwatorianie
Salwatoriański Ośrodek Powołań
Bóg jest wszędzie
 
„Jestem silny”
Bóg jest wszędzie te słowa zawsze, jak byłem mały, powtarzali mi rodzice. Teraz, kiedy mam już 19 lat i jestem tegorocznym maturzystą, doskonale o tym wiem i nikt nie musi mi o tym przypominać. Sam doskonale wiem, że Bóg i Jego moc jest wszędzie. Doświadczam jej w codziennych trudach, zwłaszcza teraz, kiedy potrzebuję bardzo wiele siły, natchnienia, ogromnego rozsądku i światła od Boga, dzięki któremu, wierzę, że pomoże mi pozytywnie zdać maturę i wybrać właściwą ścieżkę w moim życiu. Salwatoriański Ośrodek Powołań (SOP) przybliża mi, jakie wskazówki Bóg daje, a ja ich czasami nie dostrzegam. Widzę, że jestem silny, wytrwały i silna wiara, i Stwórca są ze mną.
 
Wojciech z Mikołowa
 
 
11. Spotkania Małżeńskie
 
„Nasze dzieci powiedziały, że wróciliśmy odmienieni”
Bardzo nie chciałem jechać na te rekolekcje. Myślałem sobie: po co nam to? Będzie jakieś pranie mózgów… Żona jednak bardzo nalegała, więc się w końcu zgodziłem. Nie żałuję! Przez te dwie doby poznaliśmy się lepiej niż przez 20 lat naszego dotychczasowego małżeństwa. Rozpoznaliśmy w sobie cechy, które się do tej pory nie ujawniały, zrozumieliśmy się lepiej, mogliśmy spokojnie wysłuchać. Stworzona atmosfera pozwoliła nam porozmawiać o sprawach, których dotąd nie poruszaliśmy. Nasze dzieci powiedziały, że wróciliśmy odmienieni. To będzie miało bardzo dobry wpływ na więź z nimi.
 
--
 
12. Spotkania Małżeńskie
 
„Wierność miłości”
Po pięciu latach naszego małżeństwa powiedziałam moim przyjaciołom, że zwątpiłam w miłość. Oni zaproponowali nam wyjazd na Spotkania Małżeńskie. To było w roku 1985. Zaczęła się wtedy dla nas trudna szkoła miłości, zaufania Bogu, że On czyni rzeczy dobre. Potem byliśmy jeszcze drugi i trzeci raz na rekolekcjach podstawowych Spotkań Małżeńskich, byliśmy też na rekolekcjach pogłębiających. W miarę możliwości – przy czwórce dzieci – chodziliśmy na spotkania porekolekcyjne. Najtrudniejsze momenty były wtedy, kiedy traciliśmy nadzieję, że potrafimy sobie poradzić z trudnościami. Przychodziło zwątpienie i padało pytanie: Czy to ma sens? Czasami dzieci nam mówiły: „dajcie sobie spokój, nie jesteście dobrym małżeństwem”. Niektórzy inni ludzie też mówili: „a po co tyle trudu, wyrzeczeń – to męka. Jaki to ma sens? Powinniście się rozejść”. Może to akuratnie nie ma „sensu”, ale jest w tym tajemnica cierpienia. Kiedy to przyjęliśmy, w naszym domu coraz częściej pojawiała się radość i zadowolenie. Wierność i wytrwanie ma swoje owoce. Tu chodzi o wierność miłości i wytrwanie w dobru.
 
--
 
13. Oaza pierwszego stopnia Studencka i Oaza Dorosłych. Ruch Światło-Życie
 
 „Bóg chce żebym żył”
Dwa lata temu zacząłem oddalać się od Bóg. Gdyby nie pomoc ludzi z Oazy, pewnie bym się załamał. Próbowałem popełnić samobójstwo, ale moja siostra mnie uratowała. Wtedy zacząłem wierzyć w to, że Bóg jednak chce, żebym był. To oddalanie się od Boga było częściowo powodowane tym, że ojciec pije, nie lubi mnie, wręcz tępi, awanturuje się. Na oazie uwierzyłem w to, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem. Zdecydowałem się na przyjęcie Go i chcę kroczyć ścieżkami Chrystusa. Rozmowa z innymi ludźmi umocniła mnie w postanowieniu, żeby wrócić do wspólnoty, wrócić do Boga. Widocznie Bóg naprawdę tego chciał. Nie wiem, czy mój ojciec się kiedyś zmieni, bardzo tego pragnę. (...) Kiedy nachodzą mnie myśli, żeby odebrać sobie życie, przypominam sobie, że Bóg chce, żebym żył.
 
Sylwek
 
 
14. Kurs Filip dla małżeństw Zespół Ewangelizacji Małżeństw
 
„Uczymy się skromności. Uczymy się żyć razem”
Byliśmy parą egoistów skoncentrowanych na sobie i na swojej pracy. Nie byliśmy gotowi ani na tworzenie związku, ani na zakładanie rodziny. A potem było klasycznie: dziecko, ślub cywilny i kłótnie o każdej porze doby. Wynajęliśmy mieszkanie i próbowaliśmy stworzyć w nim DOM.
A Pan Bóg? Był cały czas obecny, ale my nie potrafiliśmy zaprosić go do współtworzenia naszej rodziny. Żyliśmy w grzechu i płaciliśmy za to. Teraz wiemy, że dzieła boże idą powoli i że to Pan Bóg wybiera czas i miejsce, ale człowiek musi się otworzyć na działanie boże i stanąć w prawdzie.
Wreszcie Bóg doprowadził nas do grupy Odnowy w Duchu Świętym „Światło”, a na Kursie Filip oddaliśmy swoje życie i naszą rodzinę Panu Jezusowi. Półtora miesiąca później wzięliśmy ślub w Kościele.
Uczymy się wspólnej modlitwy.
Uczymy się Bogu zawierzać naszą codzienność.
 
Jagoda i Janek
 
 
15. Kurs Filip dla małżeństw Zespół Ewangelizacji Małżeństw
 
„Nie ma miłości straconych”
Mam na imię Monika. Jestem mężatką od 12 lat. Przyjmując Sakrament Małżeństwa przed 12 laty, nie miałam świadomości tego, kim jest naprawdę Pan Bóg. Dla mnie było wówczas ważne, że biorę ślub w kościele, że będę miała biała suknię – a więc ta cała otoczka, a nie to, co najważniejsze. Nie traktowałam mojego ślubu w kategoriach wiary, dla mnie Bóg nie był wtedy najważniejszy.
Już wkrótce po ślubie zaczęły się problemy, kłótnie, konflikty, które przybrały taki rozmiar, że nasze małżeństwo o mało nie skończyło się rozwodem. Powrót do siebie nie był łatwy. Dzięki naszym znajomym znaleźliśmy się w grupie Odnowy w Duchu Świętym. Bardzo szybko znaleźliśmy się na Kursie Filipa dla małżeństw. I to był początek naszej drogi, po której zaczęliśmy iść nie sami, ale z Panem Bogiem.
Na Kursie Filipa po raz pierwszy zetknęłam się tak naprawdę z Jezusem, poznałam, czym jest Jego miłość do mnie. Uczestnictwo w Kursie Filipa było dla mnie ważnym wydarzeniem na samym początku mojego nawrócenia. Od tego momentu małymi krokami zaczęłam zbliżać się do Boga. Na drodze mojej wiary zdarzały się i zdarzają zarówno wzloty, jak i upadki. Podobnie zresztą, jak i w moim małżeństwie. Mimo że trwamy przy Jezusie, nie jest nam łatwo. Zostaliśmy obdarzeni przez Boga dość wybuchowymi charakterami, toteż nietrudno u nas o konflikty i nieporozumienia. Mimo tych wszystkich trudności staram się patrzeć na mojego męża z miłością i uczę się kochać go z jego zaletami, ale również z jego wadami. Tę łaskę daje mi Jezus. Dlatego każdego dnia staram się być prowadzona przez Jezusa, poddawać się Jego woli.
Panu Bogu zawdzięczam również moje uzdrowienie fizyczne z poważnej choroby. Nie stało się to nagle. Pan Bóg dał mi zapewnienie, że poprzez operację i leczenie pokonam chorobę i wrócę do zdrowia. Wraz z tym uzdrowieniem przyszło także uzdrowienie duchowe.
Chwała Panu za to, że mogę być blisko Niego. Poprzez te wszystkie doświadczenia Pan Bóg sprawił, że moje życie jest bogatsze i pełniejsze.
 
.................................................................
 
Mam na imię Leszek i jestem mężem Moniki. Z perspektywy lat widzę, że nie ma miłości straconych, mogą być jedynie miłości głupie. Ja tak kochałem moją żonę, kochałem całym swoim sercem, KOCHAŁEM GŁUPIO. Teraz Jezus jest moim Panem i przyjacielem, On mi proponuje miłość, która przekracza moje możliwości, ale jednocześnie zapewnia: „Nie lękaj się, Ja będę z tobą każdego dnia”. Więc uczę się kochać moją żonę miłością nie taką, na jaką mnie stać, ale taką, której jest godna, Jego miłością, a On daje moc, aby Jego słowo stało się ciałem, czyli naszym życiem powszednim, aby zamieszkało między nami.
 
Monika i Leszek
 
 
16. Szkoła Kontaktu z Bogiem młodzi jezuici
 
„Balsam od Pana Boga”
Kiedy przyjeżdżałem na I stopień SKB w sierpniu, zastanawiałem się, po co to wszystko? Dlaczego mam wyjeżdżać z domu, zostawiać rodzinę, przyjaciół zabawy? Po co rezygnować z przyjemności? Czy z powodu czterech dni rekolekcji? Jednak coś mnie popychało do oderwania się od życia codziennego, to pragnienie było silniejsze ode mnie samego. Przekonałem się, że było warto. Ta cisza, to było TO. Tylko Bóg i ja. Rekolekcje te działają jak balsam, zasklepiają rany, tworzą bardzo mocne więzi miedzy tobą a Jezusem.
Po I stopniu chciałem tylko jednego – jechać na II stopień Szkoły Kontaktu z Bogiem. Podstawą dnia codziennego stała się modlitwa, Eucharystia. Potem udałem się do Ciężkowic na II stopień SKB. Dzięki tym spotkaniom patrzę na świat oczami wiary, we wszystkim poszukuje Boga, a jednocześnie przybliżam się do drugiego człowieka. Rekolekcje zrobiły ze mnie człowieka przemienionego przez Chrystusa. Nauczyłem się kochać bliźniego takiego, jakim jest, z jego wadami i niedociągnięciami. Zrozumiałem cel mojego życia i teraz jestem spokojny o jutro, bo wiem, że Pan o wszystko się zatroszczy – Spraw Panie, aby wszystkie moje zamiary decyzje i czyny były ku Twojej Chwale.
 
Kamil
 
 
17. Szkoła Kontaktu z Bogiem młodzi jezuici
 
„Rozmowa w ciszy”
Gdy tu przyjeżdżałam, zachowanie ciszy i udział w częstych modlitwach wydawały mi się nierealne. A tu zaskoczenie: czas niesamowicie płynął, a milczenia po prostu się nie odczuwa, bo cały czas się rozmawia, ale z Bogiem. Przez to milczenie woła się do Niego. Na rekolekcjach poznałam siebie z innej strony: Jezus pokazał, że nie chodzi o to, by tylko się modlić, by mówić, że Bóg jest fajny, ale by odkryć, że On akceptuje mnie z wszystkimi moimi wadami i ja też mam siebie tak zaakceptować.
 
Monika
 
 
18. Szkoła Kontaktu z Bogiem młodzi jezuici
 
„Po przeżytym Fundamencie Ćwiczeń Duchowych”
Fundament był dla mnie bardzo ważnym i od dawna upragnionym czasem. Atmosfera, poznani ludzie, usłyszane treści oraz przede wszystkim autentyczne i niezaprzeczalne spotkanie z Panem Bogiem – wszystko to zdecydowanie przekroczyło moje oczekiwania. Trudno, aby nie dodało to skrzydeł. Moja żona mówi, że unoszę się nad ziemią.
Ale jest jeszcze coś, czym chciałbym się podzielić. Choć od niedzieli minęły zaledwie dwa dni szybko i w sposób równie nieoczekiwany zostałem niemal z hukiem sprowadzony na ziemię. Nie chcę tu pisać o szczegółach bo to raczej temat na spowiedź. Dodam tylko, że symptomy działania złego pojawiły się, gdy znalazłem się w pociągu w Gdyni i nasilały się w kolejnych wydarzeniach.
Najwyraźniej miałem zapomnieć o tym, że rekolekcje coś mi dały, że jestem dobry i może jeszcze że Pan Bóg mnie kocha. Nic takiego jednak się nie stało. Sam ze zdziwieniem przyglądam się temu, co dzieje się w moim sercu. Wciąż żywe są dla mnie i wierzę, że takie pozostaną, usłyszane podczas konferencji, a wypowiedziane z mocą słowa „jesteś bardzo dobry, Pan Bóg kocha cię za darmo” oraz dotknięcie Miłości którego doświadczyłem na medytacji.
 
Rafał
 
 
19. Spotkania z Biblią – Warsztaty biblijne Bracia Mniejsi Kapucyni
 
„Dla tych, którzy cierpią głód Słowa Bożego”
Czytam. Czytam po raz drugi i nie rozumiem. Czytam trzeci raz. Czytam i tylko się denerwuje, bo wydaje mi się, że nic w ogóle nie rozumiem. Zamykam tę Świętą Księgę. Odchodzę do swoich, „ważniejszych” spraw. Myślę: „ Próbowałam Boże i widzisz – za głupia jestem na Twoje Słowo”. Jednak gdzieś głęboko w środku we mnie, jest takie przedziwne pragnienie, jakiś magnes, który sprawia, że pomimo zniechęcenia, tylu prób – sięgam do Twojego Słowa. To ten „święty głód Twojego Słowa”.
Na szczęście to już historia. Od momentu, kiedy spotkałam się z kimś, kto wskazał mi drogę do głębszego czytania i poznania Słowa. Nigdy nie przypuszczałam, że czytanie Biblii indywidualnie i we wspólnocie całkiem obcych mi ludzi może być tak owocne. Człowiek poszukuje źródeł, chce zrozumieć więcej, jak najwięcej wyciągać wniosków. Jesteśmy ciągłymi poszukiwaczami sensu wszystkiego. Poszukujemy wciąż nowych komentarzy, które ułatwiłyby nam „przełożyć Słowo z kart Pisma Świętego na naszą szarą, zwykłą codzienność, (która po spotkaniu z Jego Słowem nigdy nie pozostaje taką samą szarą rzeczywistością).
Warsztaty Biblijne zorganizowane w Ośrodku Rekolekcyjnym u naszych Braci Kapucynów w Skomielnej Czarnej przez wspólnotę Kręgu Biblijnego z parafii św. Augustyna we Wrocławiu, pozwoliły uczestnikom wejść w bliższy klimat rozważanych fragmentów z Pisma Świętego. (Jon 2,1–11; Mk 16,1–14).
Poznanie bliższego kontekstu (wątków historycznych, sięgając i tłumacząc tradycję żydowską, aby lepiej zrozumieć czasy w których żył Chrystus i Ewangelistów, którzy przekazali nam fakty z życia Chrystusa, a każdy z nich na swój sposób, wg swoich możliwości, temperamentu i stopnia wrażliwości).
To wszystko okazuje się niezwykle pomocne do tego, co dany tekst mówi osobiście do mnie. Niezwykłym bogactwem, jaki przekazała nam ta wspólnota jest odwoływanie się do oryginalnych tekstów Pisma Świętego w języku hebrajskim lub greckim (także języki współczesne nowożytne). Okazuje się, że tłumaczenie niektórych wyrazów na język polski ma całkiem inne znaczenie. Nierzadko bywa, że dzięki innemu znaczeniu danego słowa w całym fragmencie, daje ono możliwość innego spojrzenia i czasem zmienia kierunek interpretacji rozważanego tekstu.
Te wszystkie wskazówki okazują się niezwykle pomocne do głębszego zrozumienia tego, co dany fragment mówi do mnie osobiście. Metoda zaproponowana do indywidualnej lektury Pisma Świętego, poprzedzona jest warsztatami, podczas których praktykuje się samą metodę czytania Słowa Bożego we wspólnocie.
Dlaczego nie zadawać pytań do rozważnego fragmentu? Poprzez pytania mobilizujemy się do „przeglądania” tekstu kilkakrotnie przynajmniej wzrokowo. Nie spodziewając się, odkrywasz, że widzisz więcej… Konkretyzujesz to, czego chcesz się dowiedzieć. Na konkretne pytanie szukasz odpowiedzi. Czasami poprzez samo pytanie nasuwa się odpowiedź i już wiemy, w którym kierunku patrzymy, rozważając dany fragment.
Bardzo ważnym aspektem jest to, ze Pismo tłumaczy się „Samo przez Siebie”, czyli dany fragment tłumaczy inny fragment (co znajdujemy w przypisach w Piśmie Świętym, na które raczej nigdy nie zwracamy uwagi).
Aby nabrać niejakiej biegłości w takiej metodzie czytania i rozeznawania Pisma Świętego, potrzeba wprowadzenia kogoś, kto z dłuższym stażem i doświadczeniem może podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat. To proponuje nam Krąg Biblijny z Wrocławia podczas warsztatów Biblijnych w Skomielnej Czarnej.
Zapraszamy Cię. Przyjedź i doświadcz, jak Słowo Pana Cię prowadzi, przekształca twój tok myślenia, ubogaca i umacnia.
Zapraszamy Cię do wspólnego przebywania ze Słowem „sam na sam’ i we wspólnocie, gdzie zawsze owocniej jest dzielić się przemyśleniami i świadectwem, tego, co Pan czyni w moim życiu.
W tym czasie radości ze zwycięstwa naszego Mistrza, usłyszmy głos, którym On woła każdego z nas po imieniu. Tak jak zawołał Marię, która siedziała przy grobie Pana i płakała, bo zabrano jej Oblubieńca. (J 20,13–16). Dopiero, kiedy Jezus woła ją po imieniu, ona rozpoznaje swojego Oblubieńca. Dlaczego Go rozpoznaje wśród tysiąca innych głosów? Bo Pasterz zna swoje owce po imieniu, a one znają Jego głos i idą za Nim. (J 10,3–4).
 
Usłyszmy głos Pana, który woła każdego z nas osobiście po imieniu i przemawia dzisiaj do nas na wiele sposobów. Także poprzez innych ludzi zapraszających nas do głębszej lektury Pisma Świętego, wskazujących kierunek i sposoby, w jakie to można czynić.
Odkryj i usłysz, jak Pan Cię woła i zaprasza do szczególnej bliskości ze sobą poprzez lekturę Pisma Świętego.
Przyjedź… zobacz… Doświadcz, jak On Cię kocha.
 
Marta
 
 
20. „Rekolekcje z o. Karolem” O. Karol Meissner OSB
 
„Modliłam się o męża”
Cztery lata temu umarł mój mąż. Bardzo cierpiałam po jego odejściu. Początkowo nie wyobrażałam sobie nawet, że będę mogła przeżyć bez niego jeden miesiąc. Byłam pewna, że Pan wkrótce zabierze i mnie...
Mijały tygodnie i miesiące, a ja nadal żyłam. Z czasem ból stawał się mniejszy, rzadziej płakałam i coraz częściej zaczynałam myśleć o przyszłości. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym resztę życia być sama. Bardzo pragnęłam być żoną i matką.
Rok po śmierci Piotra dostałam od kolegi modlitwę za wstawiennictwem św. Józefa o dobrego męża. Codziennie prosiłam św. Józefa, aby wstawiał się za mną. Prosiłam również Matkę Bożą, która sama była żoną i matką, aby znalazł się człowiek, który zechciałby iść ze mną przez życie. Mówiłam często Maryi, że w świecie, w którym małżeństwo i rodzina nic nie znaczą, ja chciałabym żyć tak jak Rodzina z Nazaretu i być przykładem dla innych...
 
Modliłam się wytrwale przez dwa lata. Przyznam szczerze, że już zaczęłam wątpić, czy rzeczywiście wolą bożą jest, abym ponownie wyszła za mąż.
W czerwcu 2001 brałam udział w rekolekcjach dla małżeństw prowadzonych przez O. Karola Meissnera w Orlinkach. Było mi bardzo przykro, że jestem tam sama i nie ma żadnych perspektyw na to, aby coś zmieniło się w moim życiu. Z płaczem modliłam się w kaplicy św. Józefa i prosiłam Patrona Ośrodka o szybką interwencję. Moim marzeniem było przyjechać tutaj za rok z mężem...
 
Dwa tygodnie po powrocie z rekolekcji koleżanka z pracy zaproponowała mi, abym rozpoczęła nowennę do bł. o. Pio. To było niesamowite, ale już pierwszego dnia nowenny czułam radość i przeczuwałam, że już więcej nie będę prosić w tej sprawie. Kilka dni później miałam natchnienie, aby w moich poszukiwaniach życiowego partnera skorzystać z Internetu. Kiedy wysyłałam swoją ofertę do jednego z internetowych biur matrymonialnych, czułam się bardzo dziwnie. Postanowiłam nie czytać żadnych ofert, tylko czekać, aż ktoś odpowie na moją. Nie czekałam długo; już po pół godzinie przyszedł list od Sławka. Następnego dnia spotkaliśmy się i po pierwszym spotkaniu wiedziałam, że jest to człowiek, któremu mogę zaufać. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie – po pół roku Sławek został moim mężem...
Wierzę, że nie przypadkiem to Sławek odpowiedział na mój list. Podobnie jak ja, on modlił się o żonę. Internet był tylko narzędziem, którym Pan posłużył się, aby nas połączyć.
Jestem wdzięczna Bogu za mojego męża, który mnie kocha i szanuje. Dziękuję również św. Józefowi i o. Pio za ich wstawiennictwo. Moje marzenie spełniło się – będę uczestniczyć z moim mężem w rekolekcjach prowadzonych przez o. Karola Meissnera.
 
Małgosia z Torunia
 
 
 


Opracowanie – PREKURSOR